„Trzeba mieć strasznie nudne życie, żeby tracić czas na coś takiego.”

Odkąd popularność streamerów i platform, takich jak Twitch, Hitbox czy ostatnio YouTube Gaming zaczęła rosnąć, coraz częściej słychać głosy osób, będących przeciwnikami tego typu rozrywki. Nieprzychylne słowa uderzają w broadcasterów, którzy „byczą się przed komputerami, mając czelność nazywać to ‘pracą’”, ale obrywa się również widzom. Poza ogólnym niezrozumieniem idei spędzania czasu na oglądaniu gry innych i byciem ponad to, przez Internet przewija się także spora fala stereotypów i memów. Żartobliwie mówi się o tym, że młodsze rodzeństwo, kiedyś mogące jedynie obserwować grających starszych braci, dorosło i kontynuuje swoje hobby, oglądając streamy. Właśnie ci miłośnicy transmisji na żywo uchodzą za najsłabsze ogniwo gamingowego „łańcucha pokarmowego”, gorsze nawet (o zgrozo!) od fanów YouTubowych let’s play’ów, bo muszą się oni pojawić o określonej godzinie, a streamerzy wyzyskują ich przez płatne subskrypcje i donacje.

Mówisz “Zrobiłem sobie maraton House of Cards na Netflixie”, a ludzie pytają “I jak, podobało Ci się?”, mówisz “Oglądam streamy izaka” i wychodzisz na niepoważnego człowieka

Obserwowanie gameplay’ów, według malkontentów, rozsianych od rodzimych forów i stron, aż po Reddita, to „kompletny debilizm dla ludzi z nadmiarem czasu” i symbol upadku współczesnego społeczeństwa, a sami widzowie sprowadzani są do roli zombie, pozbawionych rozumów przegrywów, którzy aż proszą się o bycie wyśmianymi. Sporą część takich wypowiedzi usłyszeć i przeczytać można ze strony ludzi dorastających w czasach pierwszych komputerów i gier wideo, którzy nie rozumieją tego trendu, bo „za ich czasów w gry się grało, a nie wpatrywało w starego pryka, robiącego z siebie gwiazdę”. Co ciekawe, prawdopodobnie każda z tych osób widzi sens w poświęcaniu czasu na ulubiony serial, program kulinarny, mecz czy przeglądanie śmiesznych stron w sieci.

No właśnie, skoro ja mam wyłączyć stream i zacząć grać, czemu Ty nie zaczniesz biegać po boisku, zamiast siedzieć w fotelu z pilotem w ręku? Dlaczego nie kupisz sobie kota, zamiast oglądać śmieszne filmiki z ich udziałem? A może sam coś ugotuj? Więcej bedzie z tego pożytku, niż z podziwiania cudzych popisów kulinarnych.
Streamy to dokładnie taka sama rozrywka, jak wszystkie pozostałe, mająca wzbudzać emocje, zapewniać przyjemność, pozwalająca się zrelaksować. Kwestionowanie konkretnego typu rozrywki jest jak podważanie idei posiadania hobby i spędzania wolnego czasu w ogóle.

Jimmy Kimmel, znany, amerykański prezenter telewizyjny, przy okazji startu platformy YouTube Gaming, postanowił w drwiący sposób podsumować całą ideę streamingu, uważając ją za porażkę wychowawczą rodziców. O ile stworzone wideo jest całkiem zabawne, to komentarz Kimmel’a prezentuje niski poziom, zwłaszcza, biorąc pod uwagę, jego aktywność w serwisie. Film odbił się szerokim echem w gamingowej społeczności, a użytkownicy pod opublikowanym materiałem zaczęli pytać, po co ludzie oglądają jego show, skoro to przecież strata czasu.

“If you like them – play them!” – czy aby na pewno?

„Po co Ty to w ogóle oglądasz?”

Potrzeba rozrywki i nadmiar wolnego czasu to niejedyne powody oglądania streamów. Jest ich naprawdę wiele, w zasadzie każdy użytkownik to osobna historia. Oglądam, bo nie mam odpowiedniego sprzętu, chcę się czegoś nauczyć od prosów, brakuje mi pieniędzy, albo mam pieniądze, ale wolę się upewnić, czy gra jest warta ich wydawania. Czasem chodzi po prostu o chęć rozmowy z innymi graczami, poznanie nowych ludzi, potrzebę przynależności do community. Są też tacy, którzy szukają „hałasów w tle” podczas pracy przy komputerze. Inna grupa to osoby traktujące steamera jak znajomego, z którym, za pomocą czatu, mogą wchodzić w interakcje, który bawi ich i pokazuje własne podejście do produkcji. Transmisje na żywo są bardziej prawdziwe, nigdy nie wiadomo co się wydarzy, emocje broadcastera są szczere, a reakcje tłumu nieprzewidywalne.

Oglądanie streamów ma sens

Rozumiem ludzi, którzy nie oglądają streamów, bo uważają je za nudne, irytuje ich zachowanie streamera, specyficzny charakter czatu, lub po prostu wolą grać samodzielnie. Nie krytykuję sposobu, w jaki każda z tych osób spędza swój wolny czas, jeśli czerpie z tego radość i satysfakcję. Mam nadzieję, że doczekam się kiedyś tego samego, jeśli chodzi o moje zainteresowanie. Nie dotyczy ono przecież branży niszowej, schowanej przed światem w ciemnych zaułkach Internetu czy dopiero rodzącym się przemyśle. Mowa o wielomilionowym biznesie, angażującym mnóstwo osób sposobie rozrywki, zgarniającym coraz szersze zainteresowanie publiczne, w którym Polska należy do światowej czołówki.

Twitch.tv czy Hitbox oferują kontent, jakiego nie posiadają tradycyjne media, a zgromadzone wokół nich społeczności coraz intensywniej oddziałują na rzeczywistość. Doskonałym tego przykładem są zakończone niedawno, charytatywne transmisje kanału Nvidia_pl, zapalonych graczy Fify z Ekipy Fantasy, akcja „Gramytatywnie” zorganizowana przez Arhn.eu oraz zakończona właśnie Jarockowa „Ja, paczka!”, na których udało się zgromadzić wielotysięczne kwoty dla potrzebujących dzieci i rodzin.

Zatem, drodzy malkontenci, oglądanie streamów to nie głupota, to znak rozwijających się technologii i pędzącego naprzód świata. Dlatego, jeśli sami nie nadążacie za tą dynamiką, nie szkodzi, ale pozwólcie w spokoju nadążać innym.

Komentarze:

Skomentuj, nie wstydź się, nie musisz się rejestrować! :)

* Pola obowiązkowe.
** Komentarz zostanie dodany po akceptacji moderacji.